Drodzy Przyjaciele, Dobrodzieje Misji! Pragnę rozpocząć ten list od przeprosin za tak długie milczenie. Z całego serca proszę o wybaczenie, ale złożyło się na to wiele rzeczy, a w szczególności realia pracy na misji w dżungli, gdzie nie brakuje wyzwań w ponad 25 wioskach parafii, ale również brakiem prądu w naszym regionie nad rzeką Atrato w zachodniej Kolumbii. Długo by pisać, więc wybaczcie moje zaginięcie w tym ostatnim roku.

Ale od początku. W lipcu 2024 r. dotarłem do Polski na oczekiwany przez 3 lata kolejny urlop z rodziną, bliskimi, no i ślub mojego jedynego brata, jaki miał miejsce 18 sierpnia pod Warszawą. Ogólnie okres ten poświęciłem bliskim, ale też odwiedziłem sporo parafii znajomych, gdzie zostałem zaproszony, aby opowiedzieć nieco o Kolumbii i mojej misji pośród Indian, Afrokolumbijczyków i Metysów w Murindó.

Okres urlopu pokazał mi też, jak po trzech latach zmieniła się sytuacja w Polsce, zwłaszcza ekonomicznie, gdzie jeszcze na poprzednich wakacjach w 2021 sporo rzeczy było dużo tańszych, a tu już skok był astronomiczny. Tutaj w dżungli zawsze wszystko jest dużo droższe od rzeczy w miastach, bo trzeba wszystko dostarczyć samochodami, a później łodziami i koszty są spore. Ale ta różnica pomiędzy 2021 a 2024 r. z sytuacją w Polsce też dała mi dużo do myślenia.

Eucharystia w Sina w Peru

Każdy okres urlopowy w kraju jest szczególny, bo rodzina, współbracia na zjeździe misjonarzy w Pieniężnie, z którymi tak mało jest okazji by się spotkać. No i jest spora rzesza ludzi w miejscach, gdzie zostałem zaproszony, a przy takich okazjach pojawia się długa lista pytań i dzielenia się moją pracą. 

Co do sytuacji tutaj, nad Atrató, niewiele się zmienia. W maju ubiegłego roku, kilka tygodni przed wyjazdem na urlop w Polsce, grupa paramilitarna zabiła tu młodego chłopaka, który im czymś zaszedł za skórę. Już w lipcu, podczas zjazdu misjonarzy w Pieniężnie, dzwonił do mnie mój wikary i poinformował, że przyszedł do nas na plebanię jeden znajomy prosząc o pomoc w uratowaniu życia jego wujka, któremu ta sama grupa paramilitarna groziła śmiercią, bo nie spodobały im się jakieś jego komentarze. Smutne, że dla tych ludzi, zbrodniarzy, jedynym sposobem, gdy coś nie jest po myśli ich przełożonych, jest pozbawienie ludzi życia. Nie ma refleksji czy dialogu!

O. Michał Radomski SVD z wizytą w jednej z wiosek w prałaturze Huancané w Peru

Tak więc nawet będąc w Polsce musiałem ruszyć kontakty z Czerwonym Krzyżem i innymi organizacjami w Kolumbii, aby ocalić kolejne życie. To już jakby chleb codzienny naszej posługi misyjnej tutaj. Tak jak kiedyś, gdy byli tu jeszcze partyzanci z FARC i mówili, że dzięki posłudze misjonarzy naszej diecezji udało się uratować wiele żyć, bo ktoś reagował na czas. Dużo świadectw wielu ludzi pozostało w pamięci. Tak więc i na urlopie w Polsce czułem się obecny tutaj dzięki kontaktowi z moim wikarym i ekipą. Zawsze jest to ważne, no i odpowiedzialność na dystans dziś jest możliwa.

Pod koniec mojego urlopu w Polsce zadzwonił do mnie prowincjał werbistów w Kolumbii oznajmując mi, że po powrocie do Bogoty czeka mnie zadanie wyznaczone przez przełożonych tutejszej werbistowskiej strefy. Chodziło o to, bym poleciał w październiku na dwa tygodnie do Peru. Tam, w prałaturze Huancané w regionie Puno na północ od jeziora Titicaca, miałbym zrobić rozpoznanie dla nowej misji Zgromadzenia Słowa Bożego. Jak do tej pory werbiści są w krajach ościennych, ale nie pracujemy w Peru. Było już kilka prób podjęcia misji w kraju Inków, ale dopiero teraz będzie okazja.

Przyszła misja werbistów w San Juan de Oro, Peru

Nasza dwutygodniowa ekspedycja wraz z o. Jorge Calderonem SVD, którego znam jeszcze z okresu jego studiów jako kleryka w Bogocie, a który obecnie pracuje w Guayaquil w Ekwadorze, była wspaniałym doświadczeniem. Zostaliśmy wspaniale przyjęci przez biskupa, prałata Giovanniego Cefai MSSP, maltańskiego misjonarza w Peru, który w 2019 r. został wyznaczony do prowadzenia tej młodej ale pięknej prałatury w Huancané.

Miasto z katedrą położone jest na 3840 m n.p.m, ale ma też parafie w Ananea na 4600 m n.p.m., która obejmuje najwyżej położoną zamieszkaną wioskę jaką jest kopalnia złota Rinconada na 5100 m.n.p.m. z kaplicą 300 metrów wyżej. Po tych wysokościach ostatnim etapem była strefa prowincji Sandia, gdzie od końca przyszłego roku werbiści podejmą pracę w trzech parafiach, tym samym rozpoczynając kolejny rozdział Zgromadzenia na 150-lecie istnienia.

Niedziela Misyjna, 20 października, i kolejna w katedrze Huancané i później w Taraco, gdzie posługuje pośród Indian Aymara ks. Percy Rojas, wikariusz generalny prałatury, dała mi sposobność wielogodzinnej spowiedzi dużej grupy Indian. To piękne doświadczenie wspominam i noszę głęboko w sercu. 

Więcej wiadomości o Peru opiszę w artykule na łamach miesięcznika „Misjonarz”.

Przyszła misja werbistów w San Juan de Oro, Peru

Po powrocie do Bogoty na nowo wróciłem do moich wyzwań w miejscu, gdzie posługuję niemal 5 lat. Najpierw był ingres naszego nowego biskupa diecezji Quibdó, pierwszego w historii Afrokolumbijczyka. Potem udało się go lepiej poznać w listopadzie, w związku z bierzmowaniem młodych, jak i w marcu 2025 roku podczas wizyty pastoralnej.

W 2024 r. moja misja w Murindó rozrosła mi się o dwie nowe wioski Indian Embera Katío, a w tym roku doszła kolejna. Dzisiaj mam już do odwiedzenia i posługi sakramentalnej 14 wiosek Indian, 6 wiosek Afrokolumbijczyków i 6 wiosek Metysów. Do tego pojawiają się dodatkowe problemy – kłopoty z prądem, które bardzo nas ograniczają w wielu tematach oraz już trzecia powódź i to największa. To też nie pozwala nam na rozwinięcie kilku zaplanowanych projektów. Nie wspominam już o ogólnej sytuacji w Kolumbii, gdzie wojna domowa zbiera ogromne żniwo. Walki pomiędzy partyzantami w regionie Catatumbo przy granicy z Wenezuelą doprowadziły do masowej ucieczki ludności. Region Cauca, na południe od Cali oraz Popayan są wiecznie atakowane przez wojsko i policjantów. Już wszystko tu ogarnia wojna. Trudno to już na bieżąco oglądać, omawiać. Tylko modlitwa o pokój nam pozostała! Nadzieja zawsze się tli!

Wizyta w Pampa Grande w Peru

Ostatnio prezydent Petro zaproponował podjęcie rozmów pokojowych w Watykanie. Liczy na wsparcie Ojca Świętego Leona XIV, który jako misjonarz w sąsiednim Peru pamięta czasy Świetlistego Szlaku, czyli organizacji terrorystycznej działającej jak partyzanci ELN w Kolumbii. Może ta inicjatywa przyniesie owoce, o jakie prosi tej kraj. Pokój zawsze jest możliwy!

Dziękując Wam z serca za pamięć, za modlitwę oraz za wszelką pomoc, z serca Wam błogosławię. Szczęść Boże!

Z pamięcią w modlitwie

Michał Radomski SVD
Murindó, Kolumbia

Fotografie: archiwum autora 

Peru. W drodze z o. Jorge Calderonem SVD
O. Michał Radomski SVD podczas Mszy św. w Sina, Peru
Klimat prałatury Huancané w Peru