Drodzy Dobrodzieje i Przyjaciele misji! Pragnę bardzo serdecznie pozdrowić Was z Papui-Nowej Gwinei, z diecezji Wewak. Nie piszę do Was bardzo często, ale zawsze pamiętam szczególnie, kiedy sprawuję najświętszą ofiarę mszy świętej, bo wtedy na ołtarzu używam darów, które od Was otrzymałem.

Ktoś kiedyś powiedział: „Podaruj ludziom drobne rzeczy, a będą o Tobie pamiętali.” Na moim biurku w PNG stoi mały ludzik z kamieni podarowany mi przez jednego z uczniów w Pieniężnie, kiedy uczyłem tam katechezy w 1990 roku. Miejsca dużo nie zajmuje, a ma na sobie napis „Boss”. Już nie będę rozwijał tematu, że nawet trochę to się sprawdziło, kiedy kilka lat po przybyciu do PNG współbracia zdecydowali, że mam być przełożonym dystryktu Wewak. I tak to się powtarzało w kolejnych 6 wyborach. No, potem mnie już wybrał papież Franciszek, by prowadzić diecezję Wewak jako biskup.

Nie o tym jednak pragnąłem pisać. Pragnę podzielić się radością, jaką mi przynosicie poprzez dary do Referatu Misyjnego w Pieniężnie. Nie są to tylko pamiątki, ale bardzo cenne przedmioty kultu. Są to różańce, medaliki, bielizna kielichowa czy szaty i paramenty liturgiczne. I teraz szkoda, że nie widzicie mego uśmiechu, kiedy sprawuję Msze św., czy to w naszej katedrze Chrystusa Króla w Wewak czy w parafiach w buszu i przygotowuję ołtarz, rozkładam korporał, przykrywam kielich palką. To są dary od Was. Ktoś by pomyślał: takie małe coś, a jakże ważne. I jest tu pamiętane i omodleni są ofiarodawcy. Wtedy myślę, że powiedzenie „dawaj małe dary, a będą Cię pamiętali”, sprawdza się.

Odwiedzając Referat Misyjny w Pieniężnie, ojciec dyrektor Wiesław Dudar SVD przekazał mi piękne dary liturgiczne w postaci kielichów, puszek, bielizny kielichowej ołtarzowej, ornatów, stuł i alb. Wszystko to jest cenne, a sprawiło nam wielką radość i jest bardzo pomocne w wielu parafiach. W Papui Nowej Gwinei praktycznie nie ma możliwości, aby takie przedmioty kupić, a sami wiemy, że piękne szaty ubogacają liturgię i nadają jej splendoru na Bożą chwałę.

O. Dudar twierdzi, że jak tylko biskup opróżni szafę z paramentami liturgicznymi przeznaczonymi na misje, szafa w niedługim czasie znowu zapełnia się przysłanymi przez Dobrodziejów rzeczami potrzebnymi do sprawowania liturgii. Tak więc czas, by znów odwiedzić Pieniężno i sprawdzić szafę w Referacie Misyjnym.

Nasze kościółki, w których sprawujemy msze święte, są skromne i luksusem jest, jeśli mają dach z blachy, a jeśli są ławki, albo jakieś żerdki, na których ludzie mogą siedzieć, to już znowu drugi luksus. W większości wiosek wciąż nie ma prądu, więc zdani jesteśmy na latarki. Jakiś czas temu odeszliśmy od lamp naftowych, które królowały tu przez wiele lat od mego przyjazdu 34 lata temu. Teraz bardziej powszechne jest światło z baterii słonecznej.

Problemem są nawet lampki do tabernakulum. Jeśli nie ma prądu, bo lampa naftowa była ryzykowna, to czasem używamy małych zniczy na baterie, jakie przywozimy z Polski, które wy używacie na cmentarzach.

W naszej diecezji mocno promujemy ideę samowystarczalności. Ma to na celu przemianę mentalności ludzi, którzy od misjonarzy otrzymywali ubrania, kościoły, budynki szkolne, na to, by ludzie, na ile mogą, sami wspierali takie inwestycje. Trzeba nam jednak wiedzieć, że kiedy misjonarze jeszcze całkiem niedawno się tu pojawili, nasi ludzie żyli jak Adam i Ewa. Tak więc jakikolwiek kawałek materiału, z którego mogli sobie zrobić przepaskę, było czymś cennym i wyjątkowym.

Przez długi czas, a w wielu miejscach do tej pory, ludzie żyją bardzo biednie. Opowiadał mi ostatnio nasz misjonarz, który wrócił z patrolu misyjnego w górnej części dorzecza rzeki Sepik, że tam są ludzie, którzy żyją tak ubogo, że nie stać ich na kupienie soli. Tak więc jakikolwiek dar od misjonarza czynił wielką różnicę w ich stylu życia i przetrwaniu. Niemniej, jak każdy człowiek, mają swoją godność i na tyle, na ile mogą, wspierają misjonarza i jego prace.

Ostatnio byłem na jeziorze Chambri udzielić sakramentu bierzmowania, bo kiedy kilka miesięcy temu byłem w tej parafii, wielu kandydatów nie mogło przypłynąć, gdyż w jeziorze wody było za mało, by płynąć, a tak bagnisto, że pieszo się nie dało. Byłem więc teraz. Co za przywitanie – grupa śpiewających tancerzy z bębenkami na platformie płynącej przed moją łódką, przywitalny banner, tłumy na brzegu tancerzy: kandydatów do bierzmowania i wiernych. Uroczystość urocza, pełna życia i radości. No i co ci biedni ludzie mogli podarować biskupowi? Ano to, co mieli: suszone ryby, jaja krokodyla, worek ziaren kakao, własnoręcznie wyplecione koszyki i żywego krokodyla. Ale dary serca zawsze się pamięta, nawet gdy są małe. Jak dar tej wdowy z Ewangelii, o której Pan Jezus powiedział, że dała najwięcej (Mk12,44). Na ołtarzu polowym, pięknie przystrojonym, oczywiście kielich oraz bielizna kielichowa z Pieniężna, czyli ta do Was.

Niech Wam wszystkim błogosławi kochający Ojciec, którego rodzina żyje i modli się na różnych krańcach i zakątkach ziemi. Niech Bóg wynagrodzi Wam Wasze szczere serca, otacza swą opieką i chroni od złego.

Z modlitwą serdeczną, włączając Was do Mszy św. na nowogwinejskiej ziemi,

Bp Józef Roszyński SVD
Diecezja Wewak, Papua-Nowa Gwinea

Fotografie: archiwum Józefa Roszyńskiego SVD