Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto, mając 40 lat i więcej, nigdy nie wypowiedział zdania znajdującego się w tytule niniejszego artykułu. Niejednokrotnie wyrażane jest ono w pakiecie, razem z wypowiedzią pt. „Ta dzisiejsza młodzież” oraz „Dawniej to było nie do pomyślenia”. Obserwując przebieg jednego tegorocznego turnusu podczas „Wakacji z Misjami”, zacząłem się zastanawiać, czym obecne pokolenie dzieci i młodzieży różni się od uczestników, którzy przyjeżdżali tam trzy lub prawie cztery dekady temu.
Gdybym był uczestnikiem znanego telewizyjnego teleturnieju, który prowadzi pan Karol Strasburger, to powiedziałbym, że różnica między obecnym pokoleniem dzieci a tym, które przybywało na „Wakacje z Misjami” kilkadziesiąt lat temu, jest widoczna w środkach transportu, którymi przybywają uczestnicy. Taka odpowiedź nie jest najwyżej punktowana, ale jest prawdziwa. Praktycznie każdy uczestnik przybywa do Ocypla samochodem z rodzicami lub opiekunami, zabierając ewentualnie ze sobą kolegę lub koleżankę. Czasami zdarza się jeszcze, że pod domek opiekunów podjeżdża autokar, bo siostra zakonna lub ksiądz zorganizowali wyjazd na kolonię dla większej liczby dzieci i młodzieży.

– Za naszych czasów… to się jechało pociągiem do Narusy, Fromborka, Stegny, Gdyni, Krynicy Morskiej lub Ocypla. A później to się jeszcze szło pieszo drogą, bo nie było tyle autobusów – powie uczestnik sprzed 30 lat.
Kolejną kwestią, która jest widoczna w przypadku obecnych uczestników, a której zapewne nie było u tych jadących na kolonię pociągiem, jest smartfon. Dlatego w ocyplowym regulaminie od jakiegoś czasu obowiązuje zasada, że telefony są wydawane uczestnikom tylko na 30 minut po kolacji. Doświadczenie pokazuje jednak, że ten czas w zupełności jest wystarczający.
Zapewne moglibyśmy znaleźć jeszcze kilka pomniejszych różnic, ale chyba okazuje się, że wspominanie przez osoby dorosłe dawnych czasów nie ma większego sensu, bo Ocypel jakby zatrzymał się w czasie, a mimo to dzieci i młodzież nadal gromadnie tam przybywają.

Wchodząc na Mszę świętą do misyjnej kaplicy w Ocyplu, pomyślałem sobie, że większość z tych religijnych piosenek jest śpiewana już od wielu lat. Co więcej, dzieci, które mają już w swoim życiu kilka sezonów kolonijnego stażu, od pierwszego dnia pobytu w Ocyplu nie wołają o to, co nowe, ale o to, co jest dobrze znane. To samo jezioro, z ewentualnie innym ratownikiem, ten sam las i schemat dnia. Na dyskotece pojawiają się wprawdzie nowe utwory, ale wiele z nich to po prostu odgrzewane kotlety! Nawet w ocypowym sklepie nikt nie doświadczy kasy samoobsługowej ani płatności BLIK-iem.
Dlaczego więc dzieci i młodzież, niejednokrotnie wybierając pomiędzy zagranicznym wyjazdem a „Wakacjami z Misjami”, wybierają podróż do Ocypla? Albo wyjeżdżając do Turcji czy Hiszpanii, nie wyobrażają sobie wakacji bez dotarcia również w Bory Tucholskie? Rozmawiając z uczestnikami oraz opiekunami, można wskazać szczególnie wybrzmiewającą jedną odpowiedź. Powodem są ludzie i relacje.
Pomimo tego, że tak często wydaje się nam, że ta „dzisiejsza młodzież” jest jakaś inna, okazuje się, że tak samo jak 20 czy 40 lat temu, również dzisiaj, najważniejszym elementem wakacyjnych wyjazdów jest budowanie pięknych relacji. I jest to zdecydowanie ważniejsze niż drogie hotele, z wieloma atrakcjami.
Ks. Mateusz Pstrągowski
Autor jest kapłanem archidiecezji warmińskiej. Od 2014 roku angażuje się w przygotowania i realizację kolejnych edycji „Wakacji z Misjami”.
CZYTAJ TAKŻE: Podsumowanie „Wakacji z Misjami 2026”
Fotografie: archiwum Referatu MIsyjnego w Pieniężnie


